Jednodniówka w Londynie

Kiedy tylko zobaczyłem w systemie rezerwacyjnym, że będzie możliwa jednodniówka z Lublina do Londynu postanowiłem – muszę lecieć! Niestety ceny nie zachęcały.


Wizzair przyzwyczaił do jednodniowych wycieczek do Sztokholmu Skavsta za 78 zł, a tu na Londyn takich cen nie widać. Ale któregoś majowego poranka, jak zwykle po przebudzeniu najpierw sprawdzałem ceny – i jest, pojawiła się promocja, bilety tańsze o 20% – kupiłem za 128 zł w obie strony. Mając zarezerwowany przelot, trzeba było kupić też transfer do centrum Londynu. Była to moja trzecia podróż do stolicy Wielkiej Brytanii i za każdym razem korzystałem ze strony www.easybus.com . Zwykle wybieram przejazd mniej więcej na godzinę po wylądowaniu i ok 3 godzin przed odlotem. Tak też zrobiłem tym razem. Bilety na przejazd zakupiłem za 32 zł w obie strony. Przewoźnik, który je obsłuży to National Express a moim przystankiem końcowym jak i początkowym w drodze powrotnej będzie Victoria Station.

Wolny dzień na 7 lipca został zaplanowany i czekałem.

Doczekałem się.

Piękny poranek, nieco chłody, ale już słoneczny o godzinie 5, a na płycie Airbus A320 aż zachęcał do podróży. Po krótkiej wizycie na terminalu udałem się do hali odlotów. Boarding rozpoczął się ok 5:35 a juz o 5:50 wszyscy pasażerowie siedzieli na swoich miejscach. Sympatyczna załoga przywitała na pokładzie, potem safety demo i kołowanie na pas startowy.

Punktualnie o 6 wzbiliśmy się w powietrze. Podróż przebiegała bez żadnych problemów, nawet dzieci, których na pokładzie nie lubię, nie przeszkadzały. Lot trwał 2 h 30 min.

Wylądowaliśmy o godzinie 7:30 czasu lokalnego. Jako że miałem miejsce z przodu samolotu postanowiłem dojść do kontroli paszportowej jak najszybciej. To jednodniówka, każda minuta się liczy. Na płytę nadjeżdżało bardzo dużo Wizzairów z całej Europy, poranny szczyt i oznaczało to kolejki. Nie mogłem sobie pozwolić na stratę czasu na stanie w kolejce, dlatego szybkim marszem ruszyłem do wyjścia, wyprzedzając tłumy pasażerów.

Udało się. O godzinie 8 byłem już przed terminalem i zdążyłem wsiąść we wcześniejszy autobus. Swój miałem na 8: 35, a udało mi się odjechać o 8:05. Bilet ma ważność na autobus 60 min przed i 60 min po czasie, na jaki został zakupiony. Ruszyłem do Londynu.

Autokar bardzo wygodny, z toaleta i klimatyzacją. Kierowca przez mikrofon przywitał i powiedział, jakie będą kolejne przystanki. Mój był ostatni, więc bez stresu. Po ok. 40 minutach jazdy już wyłonił się w oddali Stadion Wembley z charakterystycznym łukiem i zaczęły pojawiać się czerwone autobusy. To znak, że jesteśmy już w Londynie. Ale przez korki w mieście do końcowego przystanku dojechałem po kolejnych 40 minutach. O godzinie 9:45 ruszyłem realizować swój nieco spontaniczny plan wycieczki. Pogoda była fantastyczna. Ciepło, a wręcz gorąco i słonecznie. W mieście tłumy turystów. Po raz pierwszy byłem w Londynie w lecie. Do tej pory odwidziłem to miasto wiosną i zimą i takich tłumów nigdy nie widziałem. Kolejki turystów stały do każdej atrakacji.

Swoje pierwsze kroki skierowałem pod Pałac Buckingham, następnie przez St. James Park, w którym przyjemnie było skryć się przed słońcem ruszyłem pod Pałac Westminster ze słynnym Big Benem.

Przy okazji przeszedłem się przy Westminster Abbey.

Następnie przez Most Wesmisterski skierowałem się pod London Eye. Na moście uwagę zwróciły barierki, które po marcowych zamachach terrorystycznyc zostały zainstalowane by zapewnić bezpieczeństwo.

Przy Oko Londynu jest Mc Donald, gdzie można liczyć na darmowe WiFI i toaletę.

Po krótkiej przerwie ruszyłem dalej. Wzdłuż Tamizy przeszedłem do kolejnego mostu, Golden Jubilee i kierowałem się pod  National Gallery.

Stąd postanowiłem już nie chodzić, tylko jeździć metrem. W metrze było tłoczno i duszno, ale jednak sprawnie i intuicyjnie poruszałem się po Londynie. Moimi kolejnymi punktami do zobaczenia była stacja Piccadilly Circus z pomnikiem Amora i słynnymi bilbordami, które nadal są w remoncie.

Stąd udałem się na spacer do dzielnicy SOHO oraz do China Town. Spacery między budynkami w taki upał nie należały do przyjemnych, było tłoczno, brudno, a do tego co chwila jakieś remonty.

Czasu wciąż miałem pod dostatkiem, ale już chęci coraz mniejsze na zwiedzanie. Postanowiłem udać się do Primarka i tradycyjnie z wycieczki do Anglii przywieźć skarpety. Do tego poszukałem też najbliższego Tesco, by swój plecak obładować bekonem, który uwielbiam. Zostało mi jeszcze dwie godziny do odjazdu mojego autobusu na lotnisko. A ja już kompletnie nie miałem ochoty w ten upał się ruszać. W planie był jeszcze London Bridge ale skoro już kilka razy tam byłem to teraz tylko chciałem tam być po to, by udowodnić, że na jednodniówce da się te główne atrakcje zobaczyć. Ja swoje chwile wolnego postanowiłem spędzić w parku..

Po 15 ruszyłem w kierunku Victoria Coach Station skąd o 16 wyjeżdżał mój autobus na lotnisko w Luton. W godzinach popołudniowych spodziewałem się korków, nie myliłem się. Podróż do lotniska zajęła tym razem ok 2 h.

Odlot miałem o 19:45 i szybko i sprawnie znalazłem się już w hali odlotów. Lotnisko Luton nie przypadło mi do gustu. Był to piątek, początek weekendu. Tłumy ludzi, tłumy młodzieży wyruszających na wieczory panieńskie i kawalerskie. W Food Court-cie w hali odlotów panowała swojego rodzaju „before party”. Ludzie z drinkami czekali na swoje loty w najróżniejsze wakacyjne destynacje by kontynuować swoją zabawę.  Miejsc siedzących jak na lekarstwo, a numer gate wyświetlany jest na ekranach na 40 min do odlotu. Mnóstwo ludzi tłoczyło się na podłodze. Nasz samolot przyleciał z Lublina z opóźnieniem. Ostatecznie wystartowaliśmy z opóźnieniem sięgającym 30 min.

W samolocie pozostało tylko 1 wolne miejsce. Lot przebiegał bardzo miło. Polacy bardzo chętnie korzystali z serwisu pokładowego, bo w pewnym momencie skończyło się piwo i kanapki. W Lublinie wylądowaliśmy po 2 h lotu, punktualnie i rozkładowo. Szybki deboarding, szybkie wyjście i po 30 minutach byłem już w domu.

Podsumowując. Bardzo polecam wypady jednodniowe do Londynu, zwłaszcza tym, którzy nigdy w Londynie nie byli. Noclegi w Londynie są bardzo drogie a tu nie musimy się o nie martwić. Dla tych, którzy już tam byli, też serdecznie polecam, wyskoczyć na zakupy, na english breakfast, na fish and chips. Takie danie nigdzie lepiej nie zasmakują jak tam. A przy okazji by smak brytyjskiej kuchni był z nami po powrocie, zakupiłem zapas bekonu z Tesco. Zapraszam do rezerwowania biletów, następne takie okazje na jednodniówkę w Londynie już 4 sierpnia, 8 września i 20 października.

Zapraszam do rezerwowania biletów, następne takie okazje na jednodniówkę w Londynie już 4 sierpnia, 8 września i 20 października.

Autorem tekstu i zdjęć jest Rafiq.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *